Cosmopolitan...

Pokolenie Pokemon...

Przeskakując właśnie z kanału na kanał (TV) w poszukiwaniu czegos sensownego do obejrzenia natrafiłem na kanał z kreskówkami dla dzieci…

Skłoniło mnie to do przemyśleń na temat tego w jakich my czasach żyjemy… Kreskówka nazywała się „Dragon Ball” czy jakoś tak… W pewnym momencie rozpoczęła się między postaciami walka, w której oficjalnie było przedstawiane łamanie kości, skręcanie karków i jeszcze kilka innych rewelacji…

Przypomniało mi się jak jakiś czas temu, bedąc w Polsce moja młodsza siostra oglądała coś podobnego… Nie obyło się oczywiście bez mojego komentarza na temat bajki, którą jest zainteresowana…

I tak się właśnie zastanawiam, czy wśród wszechobecnej przemocy nawet do dzieci trzeba w taki sposób przemawiać??? Czy producenci kreskówek nie mają naprawdę innych pomysłów na to aby przyciągnąć uwagę małego widza???  A może to wynik nieświadomości rodziców??? W końcu w dzisiejszych czasach, tak zabiegani nie zwracaja nawet uwagi na to co oglądaja ich pociechy???

Po prostu mózg się człowiekowi lasuje…

Nie należę do ludzi staroświeckich, ale w czasach kiedy to ja jeszcze na stojąco pod stół wchodziłem oglądało się programy typu: „Teleranek” „5-10-15” „Zamek Eureki” „Drops” „Pan Tik Tak” „Ciuchcia” czy chociażby perypetie świnki Piggy i Kermita  w przedstawieniu „ The Muppet Show”… O „Ulicy Sezamkowej” nawet nie wspominając…

I tu nagle taki ponowny cios od nowego tysiąclecia…

„Pokemony” „Dragon Ball” „Atomówki” „Johny Bravo” i cała masa innych kreskówek, które nie mają żadnego przekazu, poza wyjątkowa płycizną…

Na tym właśnie kształcą się dzisiejsze dzieci, które po jakimś czasie wyrastają na bandę … za przeproszeniem debili, totalnie pozbawionych wyobraźni…

Dzisiejsze dzieci nie wyobrażają sobie spędzania „wolnego” czasu bez komórki, komputera czy obejrzenia kolejnego odcinka „Laboratorium Dextera” podczas gdy ja, będąc w ich wieku marzyłem tylko o wyjściu z domu i zabawach z rówieśnikami w chowanego, ganianego itp. Atrakcja dla mnie było budowanie domków z drzewa (które wówczas nazywaliśmy „Klubami”) czy w zimie nieudolne próby budowania iglo…

I jak takie dzieci, wyrastające na młodzież a później na dorosłych ze wspomnieniami pokemonów i wyobraźnią wskazującą 0 mają budować przyszłość… Mali potencjalni analfabeci, niewystarczająco rozwinięci do czegokolwiek…

Uwielbiam dzieci, to nie ulega żadnej dyskusji… Przez ponad 10 lat opiekowałem się młodszymi siostrami oraz dziećmi mojej starszej siostry ale to co wyprawia się teraz przekracza wszelkie pojecie… Strach się bać co też może wyrosnąć z dzieci pokolenia „ POKEMON”…