Cosmopolitan...

Taka zwykła niedziela...

Minął kolejny tydzień, w którym w zasadzie działo się niewiele. Toteż pewnie dlatego przez ten czas nie pojawił się żaden nowy wpis. Szkoła i praca taka typowa, tygodniowa monotonia. Tak czy inaczej, po ostatnim weekendzie, który spędziłem w łóżku z bohaterkami serialu „Seks w wielkim mieście” naładowałem baterie do tego stopnia, że wystarczyło na cały tydzień. Dokładnie tak jak miałem w założeniu.

Dziś niedziela, dzień którego nie znoszę… Już chodzi mi po głowie poniedziałek i powrót do rzeczywistości. Czy tylko mnie się wydaje, że weekendy są zdecydowanie za krótkie? Tak czy inaczej tym razem wizja kolejnego pracowitego tygodnia mnie nie bardzo przeraża a to dlatego, że teraz sił musi mi wystarczyć jedynie do czwartku, bowiem już od piątku zaczynają się dziesięciodniowe wakacje.  Jakieś święta czy coślimo.

I tak właśnie na ten okres chodziło mi po głowie aby zorganizować sobie wycieczkę do Polski i spedzić trochę czasu z rodziną i przyjaciółmi… Niestety jednak w pracy nie mam wolnego, choć pewnie gdybym chciał, to mógłbym mieć, ale Sky Europe na ten okres też niestety nie ma żadnych promocyjnych biletów na przelot. Tak więc pewnie będę siedział w domu i uczył się do pierwszego, wielkiego, trzydniowego egzaminu, który czeka mnie zaraz po tej 10 dniowej przerwie.

Słucham dziś swoich starych płyt i całą niedzielę przeznaczam na doprowadzanie mieszkania do porządku. Jakby na to nie patrzeć, czasem nawet porządki wpływają na człowieka regeneracyjnie, a przy odpowiedniej muzyce w tle… Aż chce się coś robić.

Lecą kawałki z czasów mojego mieszkania w Polsce. Nie nie, nie żebym zamierzał się dołować. Taki jakiś mam nastrój dziś… trochę sentymentalny aczkolwiek samopoczucie dobre. I czuję, że dziś mi nic nie spapra dobrego humoru:-)

Przeczytałem właśnie to co napisałem aby poddać ocenie czy warto to publikować. Wpis zakręcony jak ruski termos ale co tam… nic nie będę zmieniał…