Cosmopolitan...

Niech moc będzie ze mną...

Coś dziwnego się ze mną działo przez cały miniony tydzień… Czułem jakbym stracił motywację i chęć do robienia czegokolwiek. Na domiar złego ten uciążliwy ból w okolicach serca, po kilku tygodniach spokoju nagle wrócił. Współczynnik mojej koncentracji wynosił 0 i nawet z pozoru najprostsze rzecze sprawiały mi problem. Totalny brak energii mimo zażywania witamin i powrót na huśtawkę nastrojów. Albo inaczej…

Przez cały tydzień miałem wrażenie jakbym jeździł emocjonalną windą.

Piętro pierwsze chwilowa euforia, piętro ostatnie chwilowa załamka. Problem w tym, że moja winda nie miała guzików po środku. Jeździłem tak sobie z góry na dół nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić… Gdzieś w okolicach środy wydawało mi się, że na owym ostatnim piętrze utknąłem, a stan przygnębienia nie opuszczał mnie aż do dziś. Bowiem na dziś właśnie mam zaplanowaną regenerację sił i totalny odpoczynek.

Nie wiem dlaczego, nie wiem skąd i jak ale najwidoczniej mój system psycho-fizyczny błaga o chwilę przerwy.

Tak się składa, że Misiek jedzie dziś na noc do swoich rodziców, bo w Belgii jutro jakieś wybory, toteż warunki są iście sprzyjające aby się regenerować. Już zapowiedziałem, że zostaję w domu. I jedyną rzeczą, jaką muszę zrobić do pójść do sklepu, zaopatrzyć się w jakiś małe przekąski i wino a potem z tym wszystkim do łóżka.

Zamierzam spędzić ten dzień bycząc się w wyrku, z jedzeniem, alkoholem i z bohaterkami serialu „Seks w wielkim mieście” Chcę obejrzeć wszystkie serie od początku do końca, rozkoszując się ciszą i spokojem.

Po takim weekendzie mam nadzieję, wystarczy mi sił na kolejny tydzień…

 

P.S Nim oddam się temu totalnemu nieróbstwu, chcę wszystkich przeprosić, że ostatnio nie często piszę na Waszych blogach. Odwiedzam je cały czas, regularnie, tylko nie bardzo wiem co napisać w komentarzach. A nie chciałbym wszystkich zarazić swoim zjechanym samopoczuciem. Pozdrawiam