Cosmopolitan...

W poszukiwaniu wlasnego "Ja"

Czesto, podczas zwyklych dyskusji bardziej bądź mniej znaczacych mowimy znajomym, rodzinie, przyjaciolom „...ale spojrz na to z innej strony”... Zwykly, prosty, banalny wrecz zwrot, który ja czasem mowie ludziom i zwrot, który również i ja uslyszalem niejednokrotnie.

 

Mam ostatnio sporo czasu na przemyslenia, na analizy, na zastanawianie się czy nawet filozofowanie. W koncu nie ma nie w pracy od 3 miesiecy wiec niech to nie bedzie czas zmarnowany.

 

Mam nareszcie czas aby na wszystko spojrzec z tej właśnie wszystkim znanej a jednak tej „innej”, obcej strony. Czym jest ta „inna strona” mysle...?

Im bardziej się nad tym zastanawiam, tymbardziej czuje się zdezorientowany... Mam patrzec na to z „której” czy z „czyjej” perspektywy? … … … Swiat nie jest kwadratowy, nie ma twardych, geometrycznych stron. Prosta sprawa, zerowa matematyka, nie ma dyskusji. Pozostaje zatem kwestia „czyjej?

 

I uderza mnie jak grom z jasnego nieba, ze to bardziej nam znane „czyjej” oznacza wizje ludzi, którzy probuja nam zasugerowac,... czy w najgorszym wypadku wmowic, ze ich opinie, wiedza, kompetencje, swiadomosc spoleczna, obycie w swiecie, dyplomy, doswiadczenie, znajomosc etykiety, jezykow obcych, prawa czy dostep do mediow znaczą więcej, bądź wystarczają by mówić nam jak zyc!?

 

A jeśli ja tak nie potrafie? A jeśli ja tak nie chce? A jeśli ja postrzegam swiat inaczej? A jeśli swiat dla mnie to nie tylko przeogromna kula, po której wszyscy stąpamy w ciaglej gonitwie za materialnym rajem, o ktorym wspominalem w jednym ze wczesniejszym postow. A jeśli skupie caly ten ogromny, bezwatpienia piekny swiat tylko i wylacznie na sobie??? Niech morze się zozstapi! Niech mnie siarczyste plomienie pochlona! Kim jestes aby glosic takie pierdoly? – Zahuczą rozne polityczno-religijne gangi.

 

Ale niech mi ktos odpowie dlaczego mam patrzec na swiat z perspektywy innych? Czy moja perspektywa nie ma znaczenia? Czy mój sposob postrzegania swiata powinien być zdeptany i wyrzucony do kosza? Czy powinien byc negowany badz poddawany dyskusji? Przeciez ja tez moge spytac "Kim jestescie, by oceniac, ganiac, krzywdzic czyjes prawo do pogladow!?"

Coz zlego by się stalo gdybysmy choc na chwile zapomnieli o religijnych ( i mowie tu o kazdej religii) dogmatach, politycznych dyrdymalach czy fobiach spolecznych? Gdybysmy przestali wierzyc w piekno i szczescie, które obiecuja nam politycy z ambon czy pijarowcy z mediow,?! Czy nawet o zgrozo! wiecznym szczesciu, o ktorym prawia duchowni, które na nas czeka nawet po naszej smierci!? (nosz kurwa!!)

 

Probuje spojrzec na wszystko z „innej” strony ale pytanie dlaczego? Jestem dorosly, udalo mi się zbudowac dobre życie.

Nie krzywdze innych ludzi, jestem tolerancyjny dla wszystkich, bez wzdgledu na pochodzenie, kolor skory, wyznania, orientacje seksualna. Hej w koncu jako „jebany pedal” z tej jakze otwartej i wspanialej Polski, w ktorej czulem sie jak obywatel gorszej kategori, i ktory niejednokrotnie czul sie upokorzony czy nawet zagrozony przez bycie kim jestem chyba doznalem spolecznego odtracenia?!

A jednak jako wieczny podroznik i mieszkaniec „swiata” spotkalem ludzi o wszelakich pogladach, kolorach i wyznaniach więc ta wiedza nie bierze się z nikad. Wciaz jednak nie zmienia to faktu, ze mam doswiadczac swiata z perspektywy „innych”? Bo co???? Bo ta lepsza??? Bo tak mowia??? Bo tak latwiej???

 

Mam tylko jedno życie, w ktorym zawsze będę mial szacunek do innego postrzegania swiata ale... tylko do takiego postrzegania, w ktorym ludzie wymieniaja się pogladami a nie skacza sobie do gardel. Do swiata, w ktorym jest miejsce również albo nawet przede wszystkim dla mojego wlasnego „Ja”, bowiem kiedy przyjdzie na mnie czas... to tez będzie tylko „MOJ” czas i nie da się na to spojrzec z “innej” perspektywy.

 

Moge się mylic, moze nawet moge sie usprawiedliwiac ale odnosze wrazenie, ze moje postrzeganie swiata wcale nie bierze się z egoizmu, choc nie jeden by mi to zarzucil... .

Ono bierze się z samoakceptacji. Ci ksenofobiczni i ekstremalni frustraci, którzy prawia wszem i wobec  o moralach, dobrach i zasadach... to są ludzie, którzy w pewnym okresie zycia najzwyczajniej przestali akceptowac samych siebie! A jeśli nie potrafimy zaakceptowac samych siebie to wypisujemy sobie jednoczesnie recepte na lek desktrukcji. Stajemy się przyslowiowym „psem ogrodnika...