Cosmopolitan...

5 mieszkan a jednak bezdomny....

I tak to juz jest… Kiedy jestem w domu, w Rotterdamie od razu wpadam w wir pracy i obowiązków. Pędzę wraz z tym dynamicznym miastem nie zawsze pozwalając sobie na chwile odpoczynku. No bo jak tu odpocząć, kiedy wiecznie trzeba być tu albo tam, spotkać tych albo tamtych, uczestniczyć w tym albo tamtym spotkaniu i dotrzymać tego bądź tamtego terminu? Rotterdam to z pewnością nie jest miejsce dla tych, którzy lubią spokój…

To dlatego właśnie, dopiero kiedy przyjeżdżam do mojej dziupli w Hiszpanii mam czas i możliwość totalnego oderwania się od tego pędu. Z dala od telewizorów, telefonów, play station i z ograniczonym dostępem do internetu.

To tu właśnie jestem w stanie znów poczuć jak to jest na chwile się zatrzymać i żyć… Skupiać się na tym co ważne a nie na pustych przyjemnościach, które nie są niczym innym jak zapychaczem czasu, którego przecież i tak zawsze brakuje.

Po ponad 10 latach mieszkania w Holandii coraz częściej dochodzi do mnie, ze pomimo niewątpliwych plusów ja jednak nie do końca tam pasuje. Ci, którzy mnie znają wiedza, ze we mnie więcej południowego temperamentu niż zachodnio-północnego twardego stąpania po ziemi.

Czy to znaczy, ze to tu właśnie powinienem się osiedlić? Czy to moje miejsce na Ziemi? Zważywszy na fakt, ze wielu ludziom nie starcza życia aby takie miejsce odnaleźć…. Jest to raczej konfudujące… choć równie zaskakująco mile… Czy Hiszpania to moja „Casa” i czy zawsze była w moim „Corazon”?  Jak to jest możliwe, ze posiadając 5 mieszkań czuje się bezdomny?